sobota, 30 listopada 2013

fotoreminiscencje cd






Za oknami obrzydliwie szaro, oblodzone chodniczki i ścieżki, nagie gałęzie wiśni w przydomowym ogródku. Jedynie witalna pietruszka na grządce nie daje się puki co i stroszy wojowniczo zielony pióropusz. Oglądam foto zrobione jesienią , grzeję się gorącą herbatą z sokiem i wspomnieniami...
Na kolanach rozłożony w pozie niedbałej Malczewski, nie , nie ten retro szatyn z ubiegłego wieku a raczej jego opis zjawiska zwanego "góralszczyzną"..

''Cuda Polski"

Mam przed sobą reprint książki "Tatry i Podhale" Rafała Malczewskiego z 1935 roku. Została wydana w serii "Cuda Polski" przez Wydawnictwo Polskie , która ukazywała się w latach 1928 - 1939 i była wielkim sukcesem edytorskim owych lat. Seria ta z racji reprezentowania "niesłusznej linii" w czasach PRL-u usuwana była z bibliotek, by po przełomie roku 1989 tryumfalnie powrócić w postaci reprintów . "Tatry i Podhale" jest jednym z czternastu tomów serii. Jej autorem jest syn wybitnego malarza - Jacka Malczewskiego, który idąc w ślady ojca zdobywał uznanie jako malarz pejzaży sielskich, tatrzańskich hal, małych stacyjek i błotnistych dróg wiejskich. Zawarł on w książce sporą dawkę informacji o życiu, obyczajach i ludziach żyjących w rejonie Tatr i Podhala, którzy zdołali odcisnąć swoje piętno w pamięci ludzkiej. Spora dawka czarno-białych fotografii z początków ubiegłego wieku uzupełnia tok pisarskiej wypowiedzi na łamach książki.
Poszczególne rozdziały poświęcone są historii osadnictwa na tamtych ziemiach, opisowi trudnych warunków życia opartych na pasterstwie i rolnictwie, odrębności tworzonej przez osiadłą ludność sztuki, opisowi charakteru przyrody, pór roku, pięknu trudnych gór. To prawdziwa perełka wydawnicza przeznaczona dla turystów w zimowym spoczynku . Dzisiaj wieczorem z pewnością się zapadnę w klimat Zakopanego sprzed wieku.

bladym świtem w sobotę

Poranny wściek. Synek jedzie z klasą na Andrzejki do schroniska PTSM w górach, pokój jak po napadzie, rano szperanie w DVD, bo wypad w góry w tym pokoleniu nie obejdzie się bez dyżurnego laptopa od kolesia i oglądania filmów po zmroku. Gry na kompa skasowałam. Powiedziałam co o tym myślę. Nie powiedziałam, co myślę o rodzicach kolesia. Ciśnienie mi się podniosło, nie jestem tolerancyjna. Kto to powiedział, że należy dawać przykład swoją postawą życiową i dużo rozmawiać to będą efekty. Jeszcze chodzę wewnętrznie jak pomyślę do czego sprowadza się wspólny wypad w góry dzisiejszych trzynastolatków.
I córci się oberwało za rozwłóczone po pokoju ciuchy i utensylia rysunkowe. Spokojnie. I do pracy. Odpocznę trochę psychicznie od domowego tygla z dwojgiem nastolatków.
Pomyślę o tym jutro- jak mawiała Scarlet OHara.

wtorek, 26 listopada 2013

Fotoarchiwalia cz. 3

Na pocieszenie oglądam sobie zdjęcia z wakacji i jesiennych wypraw.W tym roku pierwszy raz byłam w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Parę razy zwiedziłam Jurę Krakowsko-Częstochowską no i oczywiście sobotnie wycieczki w Beskidy na pobliskie trasy.Taszczę z sobą mojego wymarzonego Nikona, nawet przy najtrudniejszych wejściach dynda mi na szyi a ja spowalniając wycieczkę robię ujęcia bardziej i mniej udane. Przyznam się, że zaczynam tęsknić do mojego starego Fotosmarta HP, robił piękne zdjęcia z automatu dopóki nie wysiadł. I lekki był. A Nikuś swoje przeszło pół kilo waży.




Zima

Znów zaskoczyła drogowców. Zaspy, muldy, nieodśnieżone drogi po wsi, nim dotrę do powiatowej to nieźle mną pozamiata na zakrętach, o mijaniu się dwóch auteczek na dojazdowej nawet nie mówię, dziś przetrenowałam to jako przeżycie ekstremalne (po obu stronach dojazdówki rowy melioracyjne). Teraz do pracy będę jechać codziennie w korku z prędkością średnią 40 km/h, pięć metrów przede mną auto, pięć metrów za mną auto a daleko przede mną sznur czerwonych tylnich świateł . Już się zastanawiam o której rano mam wyjechać aby dotrzeć odpowiednio wcześnie po to by zająć miejsce wylotowe na służbowym parkingu. Bo tylko jeśli wyjadę bez opóźnień zdążę do drugiej pracy w odległym miejscu. Wziąwszy pod uwagę, że mam tylko godzinkę przerwy między oboma cząstkami mojego etatu a obecna prędkość na trasie jak wyżej to...Byle do grudniowego urlopu!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Prasówka z dziś

Leżąc na kanapie przeglądam leniwie grudniowy numer Twojego Stylu, jednym okiem zezując jednak w ekranizację "Aniołów i demonów" wg. Browna. Można sobie darować.
Uwagę moją przyciągnął wywiad z odtwórczynią głównej roli w "Papuszy" - Jowitą Budnik. Pamiętam ją z "Placu Zbawiciela", zrobiła na mnie wtedy wrażenie naturalnością z jaką oddała postać głównej bohaterki. Nie miałam wątpliwości , była tak autentyczna w roli kobiety w matni.
W wywiadzie okazała się osobą bezpośrednią, pozbawioną maniery , daleką od blichtru świata wykreowanego na potrzeby gwiazd i gwiazdeczek . Szczerze opowiada o sobie, swoim życiu pozaaktorskim które opiera na rodzinie i pracy. Lubię ludzi bez zadęcia.
Książkę o Papuszy poczytywano już w radiowej Trójce od jakiegoś czasu, nie mogę doczekać się kiedy dostanę ją w ręce, na film się wybiorę.

fotoarchiwalia cz.2

Przeglądam wakacyjne zdjęcia, na dłużej zagościłam na Dolnym Śląsku, oby udało mi się powtórzyć to w przyszłym roku. Poniżej Kamieniec Ząbkowicki, Góry Stołowe, ekspozycja przed wejściem do Jaskinii Niedźwiedziej i parę jeszcze szczegółów na widok których robi mi się przyjemnie w sercu.







piątek, 22 listopada 2013

"Kompetencje informacyjne"

No cóż, odrabiamy z córcią zadanie z polaka, opisujemy arras z Wawelu pt: "Wejście zwierząt do arki" i jakżesz okazała się przydatna umiejętność przeszukiwania zasobów internetu, w podręczniku mamy szaroburą zgrzebnie podkolorowaną ilustrację nieco większą niż pudełko zapałek, a w necie...córcia sama znalazła bez matczynej asekuracji właściwy arrras dając opcję "grafika", no to pokolenie to prosto z pieluch przed laptopa bez żadnego krygowania.
Ale pojęcie "liczb pierwszych" lepiej wytłumaczy jednak mama!

sobota, 16 listopada 2013

Miedzianka

Wczoraj doczytałam reportaż Filipa Springera "Miedzianka. Historia znikania". Swego czasu odsłuchiwałam fragmenty w radiowej trójce, potem jeszcze długo zbierałam się w sobie aby odnaleźć tę książkę, prosiłam o odłożenie w wielkiej powiatowej bibliotece, zapomniałam, zajęłam się czymś innym . I niespodzianka. Znalazłam ją na półce w gminnej bibliotece w dziale reportażu. Historia małego miasteczka położonego u podnóża gór Sowich zawładnęła moją wyobraźnią. Niemal zobaczyłam starannie utrzymany ryneczek otoczony niską zabudową,ze szpalerami nasadzeń, ludzi, którzy tworzyli tamtejszą społeczność skupionych wokół małego rodzinnego browaru i przedstawicieli innych zawodów pozwalających miasteczku na niezależne funkcjonowanie. I odkrywkową kopalnię kruszców to zanikającą to rozwijającą działalność aż po swój dramatyczny koniec kiedy po II wojnie światowej odkryto w niej rudy uranu. Radziecki "sojusznik", przejąwszy pełen nadzór nad wydobyciem doprowadził do pełnej dewastacji miasta, które zaczęło zapadać się w rabunkowo wydrążone podziemne chodniki górnicze. Pojawiają się też dramatyczne wątki wysiedleń przedwojennych mieszkańców, zniszczenia pozostawionych domów, cmentarza, metodycznie i celowo dokonywanego przez  nową falę przesiedleńców. Wiele razy byłam w okolicach Jeleniej Góry, teraz mam nowy motyw do wędrówki po tamtych okolicach, chcę dotrzeć najpierw do  położonych  tuż przy nieistniejącej już Miedziance Janowic i stamtąd wyruszyć na poszukiwanie śladów miasta, które zapadło się pod ziemię.
Poniżej link do artykułu na ten temat.(dostęp z dn. 16.11.3013r.)

http://interpolonika.com/2011/05/miedzianka-%E2%80%93-miasteczko-widmo-kolo-marciszowa/




środa, 6 listopada 2013

"Listy z nieba"

Wypożyczyłam właśnie drugi tom "Na wysokiej połoninie" Stanisława Vincenza - Pasmo II "Listy z nieba" , książka wygląda na mocno zaczytaną, okładka pod folią z widocznymi śladami wieloletniego używania. Poczytuję ją ukradkiem, wiem, że dzisiaj rozsiądę się wygodnie wieczorem na kanapie, przygotuję kubek herbaty z sokiem i pozwolę sobie na zaczytanie.Zapadnę się w świat huculskich gazdów, między lasy , zaznam wolności ludzi których karków nikt nie zginał.
Oczywiście to jak już zagnam dziatwę do łóżek, pozmywam sterty naczyń po kolacji i założę pranie do pralki!

wtorek, 5 listopada 2013

niedzielny spacer

W minioną niedzielę miałam okazję zwiedzać cmentarz żydowski w Bielsku-Białej. Przewodnik czekał na wszystkich chętnych o określonej godzinie aby pooprowadzać po nekropolii i przybliżyć sylwetki znakomitych bielszczan minionej epoki, pochowanych tamże. Umówiłam się ze znajomymi na wspólne fotografowanie, zadbałam o naładowanie akumulatorka do foto. Córka postanowiła jechać ze mną, jeszcze ją cieszy towarzyszenie mi w różnych takich przedsięwzięciach, syn obrasta w puszek dojrzewania, nie prowadza się już z matką. I nici z wycieczki z przewodnikiem. Przed bramą cmentarza kłębiący się gęsty tłum,  w domu modlitwy ścisk i niemożność dostania się nawet w zasięg głosu przewodnika, machnęliśmy ręką i zaczęliśmy zwiedzanie po gęsto obsianych spacerowiczami  alejkach. Nastrój piknikowy, rodzinki z dzieciakami, paczki znajomych , szerokie życie towarzyskie. Z nastrojowej sesji zdjęciowej niewiele jednakże udało się zrobić kilka ujęć bez włażących w kadr wszechobecnych ludzi.







poniedziałek, 4 listopada 2013

Kroh

W domu czeka na mnie "Łemkowszczyzna" Antoniego Kroha, przeczytałam już większość jego książek, dwa lata temu miałam szczęście być na jego wieczorze autorskim. Kiedy po raz pierwszy wpadł mi w ręce "Sklep potrzeb kulturalnych" wiedziałam już, że tego autora będę chciała mieć w domu na wyciągnięcie ręki wszystko. Mam potrzebę niektóre książki mieć w zasięgu wzroku, ręki, mogę nie sięgać do nich ponownie przez lata i wystarcza mi jakaś kojąca świadomość obecności w moim zbiorze, że zawsze mogę wyciągnąć dany egzemplarz i zacząć czytać w dowolnym miejscu. O źródłach kultury ludowej nikt chyba tak nie pisał, pamiętam jak w jakimś fragmencie "Tatr i Podhala" wywiódł szeroko pochodzenie i znaczenie deseni na tkaninach używanych na spódnice przez góralki, skąd przywędrował jaki motyw zdobniczy, w jaki sposób powstawały wzory i skąd czerpano inspiracje. Mnóstwo anegdot, przybliżania czytelnikom postaci nietuzinkowych w różny sposób - jak na przykład historia o szalonym kierowcy autobusu PKS kursującego w okolicach Bukowiny, historia góralki-aktywistki ZSMP, która poprzez stopniowo osiągany awans społeczny odkrywała w sobie pokłady kobiecości, to wszystko znalazłam w "Sklepie..." a każda kolejna  książka tego autora zaskakiwała mnie bogactwem galerii postaci, historii zapomnianych a wartych odświeżenia. W ankietach osobowych w rubryce "ulubiony autor" ja wpisuję : Antoni Kroh

sobota, 2 listopada 2013

powakacyjne archiwalia cz1.

W czasie wakacji wybrałam się zobaczyć legendarne górnicze familoki zbudowane z czerwonej cegły a także osiedle domków z których wywiedli się przedstawiciele "grupy janowickiej" - amatorskiej grupy malarzy którzy za temat swoich prac z pogranicza realizmu magicznego obierali otaczający ich świat kopalń, familoków, ludzi z tamtąd, codziennych elementów rzeczywistości. Giszowiec i Nikiszowiec to miejsca tętniące życiem, zamieszkałe od pokoleń przez górnicze rodziny, z wyrozumiałością traktujące turystów pstrykających lustrzankami na każdym rogu ulicy.