sobota, 5 października 2013

Zosia robi przyjęcie


Spędziłam miło dzień, spotkaliśmy się wszyscy przed Fałatówką, weszliśmy, by pozwiedzać ten piękny obiekt w którym Fałat spędził ostatnie dwadzieścia lat swojego życia. Przewodnik i kierownik muzeum w jednej osobie uraczyła nas ciekawostkami z życia malarza i jego najbliższej rodziny.Największe wrażenie na mnie zrobił portret góralki, akwarela - z któregokolwiek miejsca patrzyło się na ten portret jej wzrok zawsze padał bezpośrednio na oglądającego, patrzyła jakby prosto w oczy, wypróbowałam to pod różnym kątem i wrażenie pozostało niezmienne
 Zosia czekała w leśniczówce, przygotowała watrę, duszonki, kiełbachę do pieczenia na patyku. Jesień łaskawie nas potraktowała dzisiaj, słońce przebijało się przez ulistnione jak najbardziej drzewa. I atrakcja specjalna- w pewnym momencie podjechały dwie ciężkie terenówy, wysiedli kierowcy o twarzach wyciosanych w grubym kamieniu z nieodłącznym papierosem w ustach, zagarnęli towarzystwo do aut i pojechaliśmy wysoko w górę, na przełaj przez las, stromiznami, drogami znanymi tylko leśnikom.W pewnym momencie zobaczyłam już na wysokości niezmierzone połacie lasu porastającego zbocza Klimczoka, lasu w którym właśnie zaczyna się zmiana barw, jeszcze zielonego ale już z zaznaczonym akcentem zółci i czerwieni. I widok najbardziej nieoczekiwany; ze stanowiska składowania drewna z wyrębu zwanego patelnią między odległymi szczytami Pilska i Babiej pojawiły się odległe Tatry. Jutro jadę na Małą Fatrę, spodziewam się wrócić zmęczona i nasycona odczuciem przestrzeni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz